(D)efekty wypału plenerowego

wpis w: Bez kategorii | 0

Plusy ujemne: szkliwo wyliniało, tam gdzie zostały jego resztki nie ma śladu niebieskiego, wszystko jest rude.
W związku z tym, że wśród asortymentu szkliw ‘raku’ są takie przeznaczone do redukcji wnioskuję, że te, których użyłam do redukcji się nie nadają. Bo nie sądzę, że osiągnęłam w piecu temperaturę, która przewyższałaby wytrzymałość szkliwa. Będzie inna próba, w piecu elektrycznym, z redukcją i bez, w kontrolowanej temperaturze optymalnej. Będę wiedziała więcej.

Plus dodatni: miska z fotografii wyżej nie była wypalana na biskwit a jest cała, nie licząc małego pęknięcia, więc wypalanie na biskwit wcześniej nie jest konieczne. Jak wspominałam, jest to o tyle dla mnie ważne, że zamierzam robić prace, które w piecu elektrycznym się nie zmieszczą i jedynym wypałem będzie ten w piecu papierowym. Przynajmniej dopóki nie zrobię pieca z cegieł.

Ta sama miska, śladowe ilości szkliwa, bardzo efektowne. Część miski była polerowana i ta część wygląda, jak poszkliwiona, nie tylko osmolona. Podobno jest możliwe podczas wypału drewnem poszkliwienie sadzą, być może to się wydarzyło na polerowanych częściach.

Tutaj moja własna mieszanka gliny i mączki szamotowej, także nie wypalana wcześniej. Proszę nie ekscytować się brakiem wartości artystycznej, to eksperyment był 🙂

Tu nie było redukcji, praca została szczątkowo poszkliwiona i wyjęta następnego dnia, po wystygnięciu. Co mnie kręci: praca jest biała, sadziłam, że będzie czarna, jak poprzednie, a tu niespodzianka. Czarne miejsca są, ale to jest właśnie najlepsze, że widać ślady ognia, że praca nie jest doskonała i są przypadkowe efekty. Uwaga, uwaga, w zbliżeniu ukazał się kolor niebieski w szlachetnej odrobinie:

Zrobię w tym nasadzenia z rozchodników.

Dalej niebieski (he he) delfin-gwizdek.

Szkliwo zrudziało. Figurka jest bardzo ciekawa.

Jeszcze ptaszek, z którego szkliwo zlazło całkiem. Przyznaję, że czarny podoba mi się bardziej, niż biały.

I podkowa. Los, jak poprzednio – prawie bez śladów szkliwa:

jeszcze praca warsztatowicza Jacka (Juniora):
Szkliwo wyszło takie, jakie być powinno, rude:

Nie mogę chwilowo zamieścić zdjęcia figurki, którą bardzo lubię, i która była wg mnie sensem tego wypału, nadrobię to następnym razem.

Wnioski: Lubię wypały w ogniu. Zamierzam dużo eksperymentować korzystając z sezonu, nabyć doświadczenia.

Różnica pomiędzy wypałem w piecu elektrycznym, gdzie nad krzywą wypału czuwa precyzyjny programator, który ma dokładność do jednego stopnia a wypałem w piecu opalanym drewnem jest taka, jak praca nad fotografią cyfrową i fotografią analogową, z wykorzystaniem błon światłoczułych i odczynników w magicznej atmosferze ciemni.
Doskonałość nie jest moim zdaniem tym, co powinno być wyróżnikiem tego rodzaju sztuki/rzemiosła. Doskonałość, mówiąc prościej jest nieludzka. Być może (na pewno!) dążenie do niej ma jakieś wartości związane z rozwojem artystycznym i duchowym, jednak ceramika to – bez względu na to jak pomaga nam rozwój technologii – sztuka żywiołów. Ognia, powietrza, wody (redukcja), a sama glina to ziemia przecież. I chciałabym tworzyć z pomocą ognia właśnie, godząc się na defekty, wybuchy, ślady dymu, przypadkowość efektu końcowego. Jeżeli doskonałość, to pierwotna. Tak właśnie chcę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *