zajęcia w pracowni ceramiki

Rozwój w biały dzień.

wpis w: Bez kategorii | 6

Czyli o zajęciach ceramicznych i o tym, co Ci glina zrobi, bez względu na to, czy jesteś dorosły, czy jeszcze nie.

Praktycznie nie zdarza się, żeby ktoś zapisał się na nasze zajęcia, spróbował lepienia w glinie i zrezygnował po kilku pierwszych spotkaniach. Zazwyczaj bardzo szybko dzielę połkniętego bakcyla z dziećmi i dorosłymi. Czasem te pierwsze lekcje wystarczają, by zobaczyć w kimś niezwykły potencjał – zrobione prace mówią same za siebie. Bardzo się wtedy cieszymy. Ale największą radość sprawiają nam ci uczestnicy zajęć, którym glina nie leży na początku, nie widzą z materiałem płaszczyzny porozumienia, nie uzyskują efektów, nie bardzo wiedząc czego w efektach oczekiwać. Nie mówiąc już o jakichś świadomie poczynionych staraniach osiągnięcia jakiegoś planu. Po kilku tygodniach zaskakują nas i siebie samych. Dotyczy to dorosłych i dzieci. Po prostu rozwój w biały dzień.

Na pewno nie ma tu znaczenia wiek – widywałam pięciolatków sprawniejszych od tych czterdzieści lat starszych. Nie można właściwie powiedzieć o żadnej wspólnej właściwości osób łączących grupę utalentowanych (upraszczając, chodzi o bardziej predyspozycje, niż o artyzm, który łączy się ze świadomością tego, co się robi, opanowanym warsztatem wzbogaconym o celowość działań) i tych – znów upraszczając – mającym dwie lewe ręce. Jedni są lepsi – na dzień dobry – inni gorsi. Cuda zaczynają dziać się później.

Często okazuje się, że ktoś lepiący piękne prace nie bardzo się rozwija artystycznie, natomiast toczy batalię ze swoim charakterem. Tego nie zobaczą rodzice po pracach swojej pociechy. Nie zawsze dostają to, co by chcieli. Nawet bardzo zdolnym dzieciom zdarzy się poczynić gniota, taka jest natura dziedziny, z jaką się mierzymy. Ceramika jednak kształtuje charakter i nie jest to pusty frazes. Od samego początku procesu, czyli przygotowania masy, przez jej kształtowanie i resztę procesu – suszenie, wypalanie, szkliwienie – musimy dać temu, co robimy pełną uwagę. Musimy zrozumieć, jak to wszystko działa na każdym etapie, żeby uzyskać pożądany rezultat. Myślicie, że to jest łatwe? Wcale nie. Powstaje cały szereg problemów, z którymi musi się zmierzyć np. Wasz sześciolatek. Ja uczę dziecko tego dochodzenia do efektu w sposób, który po pierwsze nie będzie zbytnio ingerował w jego twórcze pomysły, nie blokował go. Po drugie pomagam przejść przez te wszystkie niespodzianki, problemy. Przeprowadzam małego człowieka tak, żeby go ta twórcza okoliczność budowała a nie złamała.

Jeśli mamy do czynienia z dzieckiem to często jest to jego pierwsza lekcja cierpliwości, pokory, odpowiedzialności. O dziwo konieczność cierpliwego czekania na gotową pracę (zazwyczaj trzy tygodnie) i konieczność zachowania kolejności procesów przychodzi dzieciom bez trudu. Akceptują to. Natomiast bardzo często lekceważą moje wskazówki dotyczące właściwego traktowania gliny. Tłumaczę, ale się nie upieram. Pozwalam, by dziecko, które wdraża swoją technikę przekonało się samo o tym czy jego sposobem można uzyskać rezultaty, czy też tylko niewypał w postaci wybuchniętej pracy.

Wybucha czasem każdemu. Ale częściej tym, którzy mają większy problem z akceptacją wymagań gliny i całego procesu. W końcu przychodzi refleksja, że pewnych rzeczy ominąć się nie da i że pani wcale nie złośliwie doradza większe skupienie, uwagę, zaangażowanie i właściwą technikę. Dziecko uczy się w ten sposób odpowiedzialności, sposobu radzenia sobie z porażką i tego, że czasem warto wziąć pod rozwagę rady fachowca. I że to nie złamie jego indywidualności a tylko pomoże w manifestacji tej wyjątkowości poprzez dzieła własnych rąk. I to jest ten pierwszy klocek domina, który upadając zaczyna lawinę osiągnięć twórczych. Coraz większa satysfakcja z prac rodzi coraz większy zapał do kolejnych projektów, dzieci wpadają po uszy, a ja zachwycam się postępami, jakie robią. Rozwój w biały dzień!

Czego glina nauczy dorosłego? Czasem dorosły (to na pewno o mnie) potrzebuje tej samej nauki, co dziecko, czyli cierpliwości i pokory. Ale… Dorośli w przeciwieństwie do dzieci są bardzo często maniakami kontroli. Na wszystko chcą recept, odpowiedzi, wskazówek, jeszcze zanim się wezmą do pracy. Chcą wiedzieć jak konkretnie mają postępować, żeby uzyskać konkretne rezultaty. Nie dają sobie szansy na zabawę, na prawdziwe spotkanie z wewnętrznym twórcą, na wyczucie procesu i samodzielne go poznanie. Tak jest zazwyczaj na początku. Świetnie jest obserwować, jak z czasem nabierają rozmachu, jak ich kolejne pomysły stają się podłogą tego, co na początku było ich sufitem. Najbardziej lubię te chwile, gdy powoli pracownia pogrąża się w milczeniu. Gdy człowiek się tego nauczy i raz wejdzie w ten stan odprężenia, cichego spotkania z tym co chce przemówić przez glinę, zawsze będzie chciał do tego wrócić. Lepienie uwalnia z naprężeń codzienności. Mówcie, co chcecie, ale ja wiem, że po to właśnie przychodzicie na zajęcia.

Mam nadzieję, że udało mi się przekazać klimat zajęć na zdjęciach. Miłego oglądania i do zobaczenia na twórczych szlakach!

zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajęcia w pracowni ceramiki zajecia-ceramiczne-goleniow17 zajęcia w pracowni ceramiki

 

6 Responses

  1. Aina liquiddreams.pl

    Super sprawa. Ja kiedyś w wakacje byłam wolontariuszem w Fabryce Kultury w Lipsku i tam zrobiłam mnóstwo różnych rzeczy z ceramiki. Jakieś pokraczne dzbanuszki, dziwaczne zwierzątka itp, ale świetnie się przy tym bawiłam:)

  2. Hamak Life

    Bardzo lubię, gdyby nie fakt, że to drogie hobby ;). Ciekawi mnie ta fama gliny jako narzędzia do kształtowania charakteru. Słyszałam o tym, zanim przeczytałam Twój artykuł i rozumiem argumentację…tylko jej nie czuję. Glina jest nieprzewidywalna jak życie, ale daje piękne efekty. Być może nie jestem “obiektem” dla nauk gliny? 😉

Zostaw Komentarz