piec kregowy do ceramiki

Jaki piec kupić? I dlaczego nie wypalam prac za pieniądze.

wpis w: Bez kategorii | 2

Zanim dojdę do tego jaki piec kupić, zacznę od końca, czyli o tym dlaczego odmawiam wypalania prac, które nie powstały w ramach zajęć w pracowni.

Życzyłabym sobie, żeby wystarczyło powiedzieć “nie” i żeby ta decyzja była uszanowana. Nie czuję potrzeby tłumaczenia się z zasad pracy, które stworzyłam i które mi odpowiadają. Ale niech będzie.

Mam w moim mieście fajnego mechanika, który zajmuje się naszymi autami. Jest bardzo solidny, godny zaufania. Ma dużą wiedzę i umiejętności, nie sypie k..wami, jak przecinkami, jest inteligentny i przystojny. Jest fachowcem w swojej dziedzinie, co skutkuje tym, że ma mnóstwo klientów, dużo pracuje a na jego kanale zawsze stoi jakieś auto. Zastanawiam się, co odpowiedziałby gdybym go zapytała o użyczenie kanału. Wie Pan, bo mój szwagier trochę robi w Golfach i on mi wymieni pompę, tylko nie ma gdzie. Oczywiście zapłacę!

Założę się, że jest w moim mieście taki mechanik, który z różnych powodów ma ten wolny kanał. Może nie ma takiego obłożenia, może już nie prowadzi działalności a infrastruktura została. Więc kupisz tę pompę na aukcji, weźmiesz szwagra i mechanik będzie się cieszył, że mu grosz wpadnie z wynajmu kanału.

Mnie propozycja płatnych dodatkowych wypałów nie cieszy, po pierwsze dlatego właśnie, że mój piec dużo wypala. Właściwie nie zdarza mi się już doczekać, aż piec wystygnie w naturalny sposób, żeby go załadować ponownie. Biorę na klatę to, że jego eksploatacja może się przez zbyt szybkie chłodzenie skrócić w czasie (odpukać), ale nie chcę tego ryzyka już zwiększać. Tak, zdarza się, że muszę wypał puścić szybko i mam trochę miejsca, teoretycznie mogłabym coś wypalić cudzego grzecznościowo. Ale ponieważ chcę być fair nie będę grzeczna dla jednej osoby, gdy odmawiam innej. Mówię więc “nie” po całości, każdemu. Bez względu na to, czy ktoś chce za wypał zapłacić, czy nie. I czy jest związany z pracownią, czy jest kimś całkowicie z zewnątrz. W ubiegłym roku z gorącym okresie przedświątecznym zobowiązałam się wypalić kilku osobom trochę ceramiki. Doszły jakieś urodziny, jakieś warsztaty zewnętrzne i okazało się, że nie zdążyłam wypalić własnych prac na czas. Nie będę powtarzać tego doświadczenia.

Ten argument powinien wystarczyć. Ale będę szczera i napiszę o kolejnym powodzie, dla którego odmawiam: chodzi o osoby, które chcą na swojej ceramice zarabiać, ale nie chcą inwestować w piec. W piec, jego konserwację, firmę, ZUS, podatki, prąd, czas i zdrowie, które na ten przykład ja tracę systematycznie wisząc nad piecem i układając produkty tak, by wypalić ich w jednym cyklu jak najwięcej. Do zdrowia jeszcze wrócę w dalszej części wpisu. Będę brutalna: dla mnie, pewnie jak dla tego mechanika, nawet jeśli chcesz zapłacić za sam wypał (kanał), nie ponosząc pozostałych kosztów i nakładów robisz to na “krzywy ryj”. Dlatego mówię “nie”. Natomiast zawsze możesz kupić moje prace i spróbować je sprzedać z zyskiem 🙂 Takie propozycje też do mnie trafiają i uważam, że to jest fair. Co jeszcze nie jest fair? Np. przyjście na zajęcia i potraktowanie ich jak taśmy produkcyjnej. Celem zajęć jest nauczenie się pracy z gliną i poznanie możliwie największej ilości technik, które mają człowieka twórczo usposobić, wydobyć to, co ma on do powiedzenia oraz przełożenie tych wartości na język gliny. I oczywiście relaks. Zaczynam rozumieć, dlaczego zasadą w Domu Kultury, w którym pracowałam było zostawianie większości prac w pracowni. Okazałam się tu dywersantką, ale to temat na inną okazję.

Żeby nie zostawić nikogo bez pomocy

Jeśli chcesz wypalać ceramikę, a nie jesteś zainteresowany pozostałymi nakładami, jakie się wiążą z ceramikowaniem pełnoetatowym z łatwością znajdziesz pracownię, która Ci piec udostępni za opłatą. W naszym regionie pracowni jest sporo, celowałabym przede wszystkim w Domy Kultury, inne placówki kulturalno-oświatowe i szkoły. Są oczywiście pracownie prywatne, które nie mają tak ortodoksyjnych zasad, jak moje. Być może po prostu mają większy piec, lub wypalają mniej. Obdzwoń placówki, na pewno ktoś Ci pomoże. Sama również mogę pomóc wskazać odpowiednie miejsce.

Drugą opcją, którą zostawiam pod rozwagę jest kupno pieca.

Jaki piec kupić?

Przede wszystkim musisz wziąć pod uwagę ilość wypalanej ceramiki i wielkość przedmiotów, jakie będziesz tworzyć. Dla niewielkiej ilości przedmiotów płaskich, biżuteryjnych wystarczający będzie niewielkich rozmiarów piecyk, jakiego używają technicy dentystyczni do wypału porcelanowych koronek. Jego wadę, jaką jest mała komora (pewnie nie więcej niż 25cm) rekompensuje niska cena i ekonomiczne wypały, moc takiego pieca to pewnie nie więcej niż 2,5kW a cena już od 1000 za używaną sztukę.

Jeśli potrzebujesz większego pieca, musisz się liczyć z większą mocą urządzenia, co wiąże się z większymi kosztami wypałów i obciążeniami dla instalacji elektrycznej, zwłaszcza jeśli wypalać chcesz w bloku. Jeśli duży piec, załóżmy od 100l pojemności, co odpowiada zazwyczaj 7-11kW dźwignie Twoja instalacja, nie wahałabym się z wyborem większej sztuki. Uważam, że lepiej wypalać raz na kilka miesięcy i nie być uzależnionym od mikrej komory, niż wypalać ciągle małe sztuki w niewielkiej ilości. Bo w razie potrzeby znów będziesz szukać kogoś, kto wypali większą pracę. Wadą podstawową dla tego rozwiązania jest cena pieca.

Co jeszcze trzeba wziąć pod uwagę?

Nie bagatelizuj budowy pieca. Piece dzielą się na kręgowe, ładowane od góry i komorowe, które budową przypominają szafkę z drzwiczkami. Piec kręgowy, wygląda tak:

piec kregowy

(źródło: http://brannpunkt.se/)

I przykładowy komorowy, wraz z ułożeniem przedmiotów:

piec komorowy

źródło: http://www.nabertherm.com/

Mnie wydawało się, że ten ładowany od góry będzie łatwiejszy w załadunku. Niestety, popełniłam spory błąd. Piec kupowałam kilka miesięcy po operacji kręgosłupa, podczas rehabilitacji. Dość szybko zorientowałam się, że załadowanie jest dla osoby nie bardzo zdrowej strasznie kłopotliwe. Niestety, mam z tym problem do dzisiaj. W zaostrzeniach choroby, czyli np. w chwili obecnej, nie jestem w stanie go załadować samodzielnie. I jestem pewna, że gdybym ładowała piec komorowy, zamiast chojraczyć nad kręgowym, byłabym dziś zwyczajnie w lepszym stanie. Dlatego ostrzegam: półka dużego pieca waży kilka kilogramów, położyć ją precyzyjnie na wspornikach przy dnie komory to wyzwanie dla zdrowych pleców. Spójrz na panią z ostatnim, największym piecem kręgowym. I wyobraź sobie, jak ostrożnie, przedmiot po przedmiocie układa prace na najniższej półce. Jak masz 1,50m wzrostu, to współczuję.

Do tego dochodzi wielokrotne przestawianie poszkliwionych przedmiotów, tak by zmieścić ich na półce jak najwięcej i żeby się nie dotykały, strategiczne umieszczenie wsporników i kolejne pięterko… Często okazuje się, że trzeba załadowywać jeszcze raz, bo coś ważnego nam się nie mieści. Albo coś wymagającego niższej temperatury jest wysoko, gdzie jest najcieplej… Załadunek pieca stulitrowego to dla nas – dwójki ludzi, z których jedno jest zdrowym mężczyzną to minimum godzina. O ile gdy patrzę na ostatnie zdjęcie nadal widzę upierdliwość ładowania pieca komorowego, to jest to niczym wobec uzależnienia od zdrowego mężczyzny w procesie załadunku. Gdybym miała kupować drugi raz, wybrałabym piec komorowy i… większy od tego, który mam obecnie. Kręgowy, ale również większy przydałby się także: do jeszcze większych kul ogrodowych. Do kompletu piec gazowy do raku. Może być niewielki. Jak widać, mam na co wydawać pieniądze 🙂 O piecu do raku napiszę jeszcze w oddzielnym artykule.

Podsumowując: wybierz optymalną dla siebie wielkość i moc. Po drugie, jeśli jesteś osobą niską, lub starszą, lub Twój kręgosłup daje o sobie znać: wybierz piec kręgowy. W razie bardziej konkretnych pytań, chętnie pomogę. Po trzecie doceń wypał u kogoś 🙂

2 Responses

  1. Kamila

    Swietny wpis. Duzo dobrych porad i szczerze o profecji rzemieslniczej, artystyczenej, czy chocby zlotoraczkowej. Kazdy z nas potrafiacych cos, mial taka sytuacje, w ktorej albo to nie odplatnie, pod pretekstem zaproszenia na kawe trzasnac mial jakis rysuneczek badz poswiecic czas na czegos wymierzenie lub obfotografowanie urodzin dziecka. Juz nie mowiac o pozyczaniu czegos, czym sie dysponuje. I trzeba znac, po pierwsze swoje granice i samemu sie swoich zasad trzymac, po drugie uswiadamiac i informowac. Takze fajnie i dzieki.

    • Marta Wlaźlińska

      Dzięki. Przypomniało mi się, jak ktoś chciał u mnie urządzić dziecku całonocną osiemnastkę, pod pretekstem urodzin w glinie 🙂 Wychodziło taniej, niż wynajęcie lokalu. Jestem pewna, że nic nam nie ubędzie, gdy swoich zasad naginać nie będziemy. Jestem zawsze frontem do człowieka. Ale gospodarowanie swoimi zasobami – zaliczam do tego czas i zdrowie to coś, co sobie bardzo cenię. Nie wszystko da się przełożyć na pieniądze.

Zostaw Komentarz